Ptysie

Dawno, dawno temu zachciało mi się zrobić ptysie. Wzięłam przepis od babci i zabrałam się do roboty. Jakież było moje zdziwienie, jak zamiast pięknych wyrośniętych ptysi, z pieca wyjęłam płaskie placuszki. Już teraz nie pamiętam co źle robiłam. Może piec był za mało nagrzany? Musiałam zaliczyć kilka podejść, żeby w końcu sie udało. Potem postanowiłam popisać się nimi przed moją francuską rodziną. Tam już w tedu królowały piekarniki elektryczne gdzie łatwiej było uzyskać wysoką temperaturę, tu tak potrzebną. Ptysie się świetnie udały i doczekałam się komplementu. Kuzyn mnie w pochwalił mówiąc, że są tak dobre jak ze sklepu!!!!!! I to był w jego ustach wyraz uznania. Rodzina musiała mu tłumaczyć, że sprawił mi tym stwierdzeniem przyjemności.

Składniki: ¼ l wody, 15 dkg mąki, 10 dkg masła, 4 jaja, łyżeczka soli ewentualnie łyżeczka cukru

Wykonanie:  wodę z masłem zagotować, skręcić gaz, wsypać mąkę rozcierając żeby nie było grudek, ucierać na małym ogniu aż ciasto będzie ostawać, zdjąć z palnika i dalej ubijać, następnie do ciepłego ciasta wcierać drewnianą łyżką po jajku. Ucierać jeszcze jedną minutę. Szprycą do dekoracji ciast lub łyżką nakładać na blachę, wyłożoną papierem dopieczenia, 2-3 cm ”kupki”. Piec w gorącym piekarniku, nie otwierać go aż urosną, a następnie skręcić gaz i piec jeszcze 5 min. Zimne przekrawać i  napełniać nadzienie – bitą śmietaną, pianą z białek, kremem na bazie budyniu, gęstym budyniem, z wierzchu posypać cukrem pudrem. Z tego samego ciasta można robić eklery czyli podłużne ciastka  polewane czekoladą, lub karpatkę.

Zapraszam do komentowania!

*

.